Steam Direct – czyli pa-pa Greenlight!


grinlajt

Pardon za użyty dawniej obrazek

Wczoraj(czyli, kilka godzin temu w sumie, kiedy to piszę) Wafel zapowiedział kolejną „ewolucję” Steam’a. Tym razem w końcu zaadresowano słonia w pokoju, czyli kwestię Greenlighta(o którym pisałem już dwa razy, z czego ostatnio całkiem niedawno).

Tak, więc – co Valve postanowiło w końcu zrobić z usługą, którą pozostawiała samą sobie przez te wszystkie lata? Cóż…

Wyrzucić ją na śmietnik (historii).

Nie no, serio – możecie przeczytać sami(KLIK!). Albo nie musicie, bo zanim napiszę co o tym myślę, to opiszę w sumie o co w całej sprawie biega.

Otóż, Greenlight zostanie zastąpiony przez inną usługę w terminie podanym enigmatycznie jako Wiosna 2017 . Na miejsce rozłożonego już truchła Greenlight’a wejdzie system znany jako Steam Direct (Hej, Gabe, myślę że w swoich decyzjach nie powinniście się za bardzo inspirować Nintendo). Czym będzie charakteryzować się nowy system? Największą zmianą będzie przebieg procesu zgłaszania gier. Otóż tym razem, twórcy będą musieli(wg. opisu od Valve) złożyć firmie swoje dokumenty w wersji elektronicznej, co ma przypominać proces zakładania konta w banku. Następnie będzie trzeba uiścić opłatę(do tego dojdziemy później) i co dalej? Cóż – niewiadomo. Nie napisano nic o tym czy będzie jakaś kontrola jakości, lub o tym czy głosowania od użytkowników wrócą. Wiadomo na pewno, że wspomniana wcześniej opłata będzie uiszczana przy każdym nowym zgłoszeniu.

I z początku wydaje się, że w sumie zmiany te mogą przynieść dobre efekty dla Steam’owego sklepu, który niedawno dorobił się absurdalnej liczby gier tylko w 2016 roku. Powinny one odstraszyć potencjalnych krętaczy i twórców słabizny, pozwalając zmniejszyć ilość syfu na stronie głównej sklepu. I byłby to bardzo pozytywny skutek!

No właśnie – tak się na początku wydaje. Bo, jak wiadomo, nic w tym świecie nie jest czarno-białe, a duży plus czasami może zakryć sobą stado minusów.

Po pierwsze – zmiana ta bardzo mocno uderzy w małych developerów(głównie indie, a także ludzi produkujących gry samemu[do których się, chyba, zaliczam?]). Otóż wspomniana wcześniej opłata jest w stanie ustalania, między Valve a wybranymi studiami(huh…). Kwota, którą dali w news’ie, oscyluje między standardowym na Greenlight’cie 100 dolarów a, uwaga, 5000 dolarów, czyli przeliczając na nasze:

około 20 000 złotych[!!!]

Oczywiście – bardzo utrudni to działanie wspomnianym już krętaczom, których wyroby możemy podziwiać w materiałach Funta Szterlinga, ale rykoszetem uderzy to w tych najmniejszych developerów, dla których szansa pojawienia się ich gry na Steam’ie , jest jedyną ich szansą na osiągnięcie jakichś konkretnych wyników. A to właśnie dla takich ludzi powstał Greenlight. Dlatego, po głębszych oględzinach, cała ta sytuacja wydaje się wylaniem dziecka z kąpielą. A pamiętajmy, że konsumenci przy tym też tracą! Może będą mieli mniej okazji naciąć się na jakimś syfie ze steam’owego sklepu, ale z drugiej strony – będą mieli mniejsze szanse na odkrycie perełek i potencjalnych nowych hitów. Czy, gdyby nie Greenlight, poznalibyśmy takie tytuły jak LISA, Undertale, czy Stardew Valley? Pewnie tak, ale prawdopodobnie nie osiągnęłyby takiego sukcesu(w tym finansowego) jak gdyby były na Steam’ie.

Cała sprawa rozsiewa też wiele wątpliwości. Niektóre osoby zauważyły, że brak informacji nt. kontroli jakości i zgłoszeń, może oznaczać że takiej nie będzie, a cały proces będzie po prostu pay-wallem. Sprawi on co prawda, że słabych gier biednych developerów będzie mniej, co nie znaczy, że tego systemu nie będą używać developerzy wypuszczający słabe gry, ale mający możliwość szastania forsą. A nawet jeżeli kontrola jakości by była to(znając np. niesławny support Steam)pewnie pozostawiałaby wiele do życzenia(Valve samo wspomniało we wpisie, że nie chce przywracać starego, drakońskiego systemu, co było przesadą w drugą stronę).

Nie dziwota, że wszystko to wywołało mały rozłam w społeczności(co widać w komentarzach, do za-linkowanej wcześniej zapowiedzi zmian). Jedni, jak zwykle, chwalą Gabena, który, jak wiemy, nie może zrobić nic źle(tak samo zresztą jak przy płatnych modach). Drudzy natomiast, tak jak ja, zwracają uwagę na problemy jakie zmiany te mogą przynieść. Jak pewnie wiecie, bo mówiłem to już kilka razy, sam planowałem wrzucić moją grę na Greenlight’a, o ile bym ją skończył i zainteresowanie było odpowiednie, jednakże jeżeli zmiany te pójdą w tym kierunku w jakim zdaje się, że idą – prawdopodobnie nigdy się to nie stanie. I w sumie wuj ze mną, bo to i tak byłaby darmowa gra, a moje oszczędności się na razie nie kończą. Problem będzie dla mniejszych developerów, którzy w swojej grze upatrywali możliwość zarobku na jedzenie/czynsz itd., co jest bardzo częste wśród małych studiów/pojedynczych osób. Tak było na przykład z twórcą Five Nights at Freddy’s, którego produkcja miała być jego ostatnią próbą użycia gier do zdobycia jakichkolwiek oszczędności na życie, a dzisiaj jest mainstremowym fenomenem(a którego trailer na Greenlight’cie był zresztą swego czasu wyśmiany przez Funta Szterlinga). A taka zmiana($5000!!!), na pewno sprawi, że mniej będzie takich FNAF’ów(jako zjawiska, a nie tanich klonów gier). Oczywiście, wiadomo że z obecnym Greenlight’em jest problem. Ale próba jego rozwiązania przez Valve przypomina trochę opatrywanie głębokiej rany za pomocą papieru toaletowego. Ani to problem rozwiązany do końca, ani też nie daje to gwarancji, że nie wróci on jak bumerang.

Mimo wszystko, wciąż mam jednak w sobie nutę optymizmu(albo to, po prostu, głupota), która każe mi wierzyć, że może Valve jeszcze to jakoś bardziej przemyśli. Może po prostu nie podali nam jeszcze wszystkich informacji? Albo po prostu jeszcze nie ustalili do końca jak to będzie(co widać po ich zapowiedzi pytania się[wybranych] twórców o opinie)? Cóż, Valve pokazało w przeszłości, że potrafi zmienić, bądź wręcz wycofać się ze swoich nietrafionych decyzji(jak płatne mody, chociaż widmo ich powrotu wciąż wisi w powietrzu i to jeszcze cholernie nisko…), więc czemu teraz miałoby być inaczej? Ja im, osobiście, życzę jak najlepiej. Może Steam Direct okaże się dobrym pomysłem? Zobaczymy. Ale jak na razie – Wafel musi ponownie wrócić do deski kreślarskiej i solidnie przemyśleć swoje zmiany. W końcu mają jeszcze trochę czasu do wiosny. Oby dotarli do właściwych wniosków…

Edit. kilka godzin po napisaniu wpisu, wyłapano trochę więcej informacji na temat całego systemu. Okazuje się, że będzie to usługa, dzięki której będzie można bezpośrednio wstawić grę na Steam’a(za wspomnianą dokumentacją i opłatą oczywiście), co zamiast zwiększenia jakości gier na Steam’ie może wywołać skutek zupełnie odwrotny(np. zalew badziewia z sektora gier mobilnych, który ma pieniądze do rzucania). Czyli jak na razie, widać że będzie to wariant sformułowany przez największych pesymistów, co wygląda tak naprawdę na kolejny sposób na wyciśnięcie z developerów więcej kasy dla Valve. Coraz więcej ludzi(już nie tylko twórcy gier) też zaczyna się oburzać, więc mamy nadzieję, że Wafel przemyśli jeszcze założenia swojego nowego systemu.

Informacje o mrkarrmel

Chłopiec z prowincji.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne, Wpisy i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Steam Direct – czyli pa-pa Greenlight!

  1. Pingback: 7 lat | Blog Karrmela

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s