Co z tym Greenlight’em – edycja 2016


grinlajt

Ostatnimi czasy oglądam sobie Jima Sterlinga – takiego „jutjubera” / „żurnalistę” gier komputerowych. Nie jestem może fanem jego twórczości ani też nie zgadzam się z dużą częścią jego poglądów, ale zawartość którą znajdziemy na jego kanale jest na tyle wysokiej jakości, że można to obejrzeć z jakimś tam zadowoleniem… Dobra, ale dlaczego o tym tu mówię? Otóż, nasz Jim Funt Szterling Brytyjski(oryginalny żart by: Komornik Leśny) prowadzi sobie „program”(a raczej pod-serię), polegający na tym, że znajduje on na Steam Greenlight gry z NAPRAWDĘ słabymi trailerami i po krótkim pośmianiu się z ich jakości przechodzi do czytania opisów danej produkcji, które często są nie lepsze od zwiastunów. Pod wpływem tych filmików, poczułem się zainspirowany, aby powrócić na główną stronę Greenlight’a i poszukać „perełek” do wyśmiania na własną rękę. Jednakże, poza tą chęcią pooglądania kopanego, który nawet nie ma jak się bronić, miałem też trochę bardziej „pozytywny” powód. Otóż, sam zamierzam kiedyś wystawić moją grę na Greenlight(kiedy już ją skończę i jeżeli zdobędzie jakiś tam rozgłos usprawiedliwiający wydanie 100 USD na wystawienie darmowej gry), tak więc dobrze byłoby zrobić wywiad i dowiedzieć się co robić, a czego nie robić. Tak więc – wyposażony tylko w niezbyt pochlebne opinie(usprawiedliwione zresztą) o tymże serwisie, postanowiłem zanurzyć się w otchłań Steam Greenlight, gotowy na zetknięcie  z olbrzymią ilością syfu. I…

I nie było tak źle.

Nie no – na serio. Spodziewałem się bycia zbombardowanym przez istny wodospad śmiecia, mułu i tandety, oraz tego, że przycisk głosowania na „NIE” wręcz wypali mi się na monitorze. A tu się okazało, że nie tylko nie musiałem używać przycisku „NIE” tak często jak się spodziewałem, ale nawet to, że przez większość czasu moje głosy szły na „TAK”. Aż trudno mi w to było z początku uwierzyć, ale większość gier, które napotkałem albo wyglądały dobrze albo miały widoczny spory wkład pracy autorów i potencjał na bycie czymś niezłym. Oczywiście, podczas eksploracji coraz to kolejnych kolejek głosowania, napotykałem niekiedy na swojej drodze kompletne szmiry, z gatunku tych z których Funt Szterling śmieje się w swoim programie, ale ucieszyło mnie to, że były to bardziej wyjątki niż coś co świadczyło o ogólnej jakości gier na Greenlight.

Cała ta sytuacja praktycznie mnie zszokowała, bo już kiedyś tu o Greenlight’cie pisałem(KLIK) i nie był to pozytywny wpis. Narzekałem wtedy na brak kontroli jakości w usłudze oraz na rzeczy, które z którymi udało się ujść na sucho twórcom niektórych gier, które „poszczycić” się mogły jakością zbliżoną do towarów kupionych na podlaskim bazarze. Miałem też wtedy nadzieję na to, że Valve zrobi coś, aby temu jakoś przeciwdziałać – chociażby przez jakąkolwiek kontrolę jakości. I cóż… Wafel do dzisiaj nic w tej kwestii nie zrobił(a pisałem tamten wpis w 2014 roku – prawie dwa lata po uruchomieniu Greenlight’a) i prawdopodobnie nic zrobić nie zamierza. Ten brak zaangażowania Valve  naprawdę był widoczny w tym jakie „produkty” wchodziły na Steam’a przez jakieś ostatnie dwa lata – większość z nich była jakości tak niskiej, że jeżeli czas Wii był złotą erą shovelware, to na Steam’ie była to era wręcz platynowa. Praktycznie co tydzień wychodzili(i w sumie wciąż wychodzą) nowi kandydaci na najgorszą grę danego roku. Jednakże, jak patrzyłem teraz na Greenlight’a, to takiej masakry nie było. Dlaczego?

Proste – gracze w końcu wzięli sprawy we własne ręce. „Fajne” dzieciaki i top-memesterzy znudzili się i poszli gdzieś tam dalej, a zostali właściwie… ludzie którym zależy. Co jest i trochę dziwne, ale za to godne pochwały. Kiedyś jakieś „Symulatory”, kiepskie gry i ogólne badziewie miało w komentarzach same pochwały, a ludzie na potęgę głosowali, aby takie gry dostały się na Steam… Z IRONICZNYCH pobudek oczywiście.

Teraz natomiast jest zupełnie inaczej – takie gry są dosłownie rozrywane na strzępy w komentarzach(które często są zresztą kasowane przez co bardziej perfidnych developerów), widać też że gracze stawiają przed twórcami dość wysokie standardy – żeby trailer był, żeby screeny coś pokazywały, żeby opis był szczegółowy i napisany co najmniej po pół-angielsku(a Engrish jest mocny na Greenlight’cie, bo BARDZO dużo jest tu developerów z Chin, Rosji, a nawet Japonii). I nie wiem trochę, czy to nie jest w pewnym sensie zasługa właśnie dzierżącego dildo grubaska w garniturze(czyt. Jim „Funt” Sterling) oraz jemu podobnych, którzy rozpoczęli zwyczaj piętnowania syfu na Greenlight’cie. Na pewno natomiast jest to zasługa frustracji jaką wielu ludzi(w tym też i ja) dzieli, widząc dosłowne śmieci pojawiające się na stronie głównej sklepu Steam’owego , zabierające miejsce i uwagę produktom, gdzie znajdziemy i jakość wykonania i ogrom włożonej pracy, których szansą na osiągnięcie popularności był właściwie tylko Greenlight – i to właśnie dla takich gier cała ta usługa właściwie powstała. Dobrze więc zobaczyć, że gracze w końcu wzięli sprawy we własne ręce, szkoda że dopiero aż po prawie czterech latach, ale lepiej późno niż wcale…

Widać więc, że o Greenlight’cie w końcu można powiedzieć coś dobrego, co nie jest tylko samym jego zamysłem. Niestety, usługa ta wciąż ma bardzo dużo problemów. Wymienię tu tylko kilka:

1.Trailery -Ludzie wystawiający gry na Greenlight’cie kompletnie ignorują trailery. Bo przecież ani ściany tekstu, ani obrazki nie przedstawią gry tak dobrze jak właśnie zapowiedzi w formie filmiku. Przykro więc trochę, widząc jak wielu autorów olewa ten aspekt. Filmy te są często surowym gameplay’em, często nagrywanym w słabej jakości(ten słynny „unregistered HyperCam”) do tego z całą gamą technicznych błędów(nie uwierzycie, na ilu takich filmikach liczba klatek spada na tyle, że aż boli to oglądać). I tak dobrze kiedy jakiś trailer jest, bo czasami nie ma ich w ogóle. Na całe szczęście – społeczność szybko to wyłapuje i daje autorowi trochę solidnej krytyki, jeżeli ten spieprzy w jakiś sposób swój trailer.

2. Grupy „boostujące” – przy prawie każdej grze na Greenlight’cie zauważymy co najmniej dwa komentarze będące typową kopiuj-wklejką. Są to zaproszenia do grup, które oferują „promocję” oraz „testowanie” gry. Szybko jednak wystarczy wejść na profil tych grup by zobaczyć, że są to miejsca, gdzie zachęca się ludzi do głosowania na dane gry poprzez rozdawnictwo. I kij jeszcze, żeby to były rzeczywiście gry, które o tą promocję proszą – o nie. Są to jakieś zupełnie losowe gry, których zadaniem jest tylko przekupić ludzi do głosowania na danych „partnerów”. Najlepsze jest jednak to, że aby takim „partnerem” zostać trzeba szefom tej grupy… zapłacić. Poważnie… Nie muszę chyba mówić, że takie coś jest nie w porządku w stosunku do gier chcących dostać się na Steam normalną drogą? Ba, jestem pewien, że samo Valve zabroniło czegoś takiego(ale czy to egzekwuje? A gdzie tam!). Na całe szczęście jednak – gracze(a wraz z nimi niektórzy jutjuberzy – w tym wiecie-kto) zorientowali się co i jak i widząc takie komentarze, szybko ostrzegają przed takimi grupami nie tyle twórców, co samych innych graczy. Nie ukróciło to co prawda procederu, ale może Wafel widząc to, zrobi coś w tym temacie(kogo ja oszukuję – pewnie nic nie zrobi).

3. Gry nie posiadające angielskiej wersji językowej – nie muszę tu chyba nic mówić… Ale serio – Steam to międzynarodowa platforma, a nie jakiś lokalny sklep. Angielska wersja językowa to mus i chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę. A na Greenlight natomiast, może nie pełno, ale jest trochę gier nieprzetłumaczonych(i często też wątpliwej jakości), które w w jeszcze większym stopniu zaśmiecają sklep. Myślę, że jak już Valve „nie może” nic zrobić w kwestii kontroli jakości i „ciemnych” taktyk, to niech chociaż da zasadę(o ile już jej nie ma), żeby gry miały konieczną angielską wersję językową.

4. Porty gier mobilnych i VR – O tym pierwszym mówić nie muszę, bo wiadomo o co chodzi. To drugie natomiast… o matko! Zapiszcie moje słowa – kiepskie gry VR’owe zrobione w Unity bądź Unreal Engine 4 będą tym, czym gry survivalowe w otwartym świecie jeszcze niedawno dl nas były. Tego są dosłownie tony, a jakość naprawdę kuleje. Najczęstszym typem gier VR’owych które znajdziemy na „zielonym świetle” to albo jakieś dziwne „tripy” albo… borderline’owo pornograficzne gry, których domyślnym trybem jest zapewne ten przystosowany do grania jedną ręką(he-he, Bayonetta-reference).

I to tylko kilka z nich. Mógłbym tak pisać w nieskończoność, ale chciałbym kiedyś skończyć ten wpis…

Cóż mogę powiedzieć – Greenlight wciąż nie jest idealnym miejscem, ale nie jest też aż takim badziewiem jak jeszcze kilka lat temu. Oczywiście – ilość syfu wciąż jest ogromna, ale widać zmianę nastawienia graczy do tego typu rzeczy, a wraz z nim – coraz częściej widoczne są gry po prostu dobre, na które warto oddać swój głos. Pracy do uczynienia Greenlight’a lepszym miejscem wciąż jest bardzo dużo, a Valve koniecznie musi coś zrobić z niektórymi problemami, ale widać że dzieje się tam coraz lepiej. Dlatego też, zachęcam was – dajcie Greenlight’owi kolejną szansę, pomóżcie dobrym grom dostać się na Steam, a syf po prostu zignorujcie i zagłosujcie na „NIE”. Nie warto skreślać całej usługi ze względu na ilość będącego tam badziewia, ponieważ zawsze znajdzie się tam parę perełek(ba, sam dodałem kilka ciekawych gier do obserwowanych). Szkoda tylko, że Valve ma swój własny serwis w głębokim poważaniu, a ich pomysł społeczności będących swoistą „policją” dopiero teraz zaczął się na dobre przyjmować. Cóż, zobaczymy jak to jeszcze będzie. Greenlight ma szansę wyjść z dołka w jakim się znalazł – pytanie tylko czy uda się tą szansę wykorzystać…

„Ironiczny” komiks stworzony przez Andrew Hussie’go. TUTAJ możecie znaleźć jego radosną twórczość(polecam zwłaszcza komiks „Problem Sleuth”).

Informacje o mrkarrmel

Chłopiec z prowincji.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne, Wpisy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Co z tym Greenlight’em – edycja 2016

  1. zwieracz pisze:

    Tak działa niewidzialna ręka wolnego rynku ^^

    A te grupy boostujące, to już niezły biznes, czy może raczej… zaawansowany rak.

    • mrkarrmel pisze:

      Najgorsze, że co bardziej zdesperowani/leniwi/naiwni(niepotrzebne skreślić) twórcy się na to łapią, więc te grupy sobie nieźle prosperują tuż pod okiem samego Wafla, zajętego liczeniem własnych pieniędzy. Pan z Muszką byłby dumny z takiego wykorzystania systemu 😛 .

      • zwieracz pisze:

        W pewnym sensie sam ich wspierałem i wiele osób nadal to robi. Chodzi mi o te wszystkie darmowe gry, które dostaje się poprzez wykonywanie różnych zadań, typu: dołącz do grupy, śledź twita, polub fejsa. Przez jakiś czas to robiłem dostając te gówniane gry typu Break at Zwator, Cubelets. Sprzedałem się dla kart ;D

        Ale potem zmądrzałem i powychodziłem z tych wszystkich grup (no prawie). Żadna strata bo większość tych gier to gówno w czystej postaci, a poza tym rozdawane tytuły zaczęły się powtarzać.
        Z jednej grupy Grab the Games to mnie nawet wyrzucili za krytyczny komentarz xD

  2. Pingback: Steam Direct – czyli pa-pa Greenlight! | Blog Karrmela

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s