Wrażenia z pełnej wersji Overwatch


over

W maju opisywałem dla was moje wrażenia z odbywającej się wtedy otwartej bety nowej produkcji Blizzarda(ciekawe jakiej?). Zastanawiałem się wtedy czy jest ona godnym następcą naszego ukochanego Team Fortress 2, które Valve z lubością psuje już od kilku dobrych lat. Nie mogłem wtedy wydać jakiegoś porządnego werdyktu, gdyż

a) grałem w tą grę na PS4, a biorąc pod uwagę, że jest to gra stricte pecetowa i to własnie na PC powinno się w nią grać, czułem wtedy jakbym grał w trochę wybrakowaną i gorszą wersję tej produkcji

b) przegrałem w tą betę jakieś(jedyne) 5 godzin

Teraz jednakże, kiedy mam już nowy komputer mogący odpalić ten tytuł na ultra detalach w słodkich, aksamitnie gładkich 60 fps’ach oraz mając przegranych już 33 godziny w tym ok. 3.5 godziny w trybie kompetetywnym/turniejowym, myślę że mogę wam tu już dać porządne i pół-profesjonalne wrażenia, tak jak niegdyś zrobiłem z Dotą 2 . Postaram się też to wszystko streścić, by znowu przez przypadek nie zrobić kilka-tysięcy znakowego kolosa jakim był wpis o Bloodborne (przepraszam za te odnośniki, po prostu mi smutno, że nikt nie czytał tego wpisu 😦 ).

profiloverwatch

Jako dowód mojego „profesjonalizmu” – oto widok mojego profilu w grze

Jak niegdyś w ostatnim, majowym, wpisie o tej produkcji wspomniałem – jedną z głównych punktów mojego zainteresowania tą grą było to czy uda jej się zastąpić dla mnie Team Fortress 2, a raczej wyleczyć pozostały po nim The Phantom Pain. I czy się udało? Cóż… może? Jakby to powiedzieć – mimo podobieństw (widocznych zwłaszcza podczas Blizzconu dwa lata temu, kiedy o grze nie wiadomo było praktycznie nic poza dwoma trailerami) Overwatch i TF2 to zupełnie różne gry, a do końca uświadomiło mnie w tym kilka(naście) rozegranych partyjek oraz krótka sesja w starym, dobrym Team Fortress dla porównania. Czy uda mi się pokochać produkcję Blizzarda tak bardzo jak niegdyś grę Valve? Cóż, to się okaże za kilka lat. A na dzień dzisiejszy – cóż jestem zadowolony z poświecenia na tą grę czasu(i, prawdopodobnie, uczynienia z niej mojego głównego multi-playerowego tytułu, przynajmniej na jakiś czas), chociaż nie wszystko mi się w tym tytule podoba. Ale po kolei…

Postanowiłem porzucić opowiastkę jaką grą jest Overwatch, jak wygląda rozgrywka itd. , gdyż pisałem już o tym w maju , a powtarzać się nie ma sensu. Tak więc zaadresuje po prostu część rzeczy z którymi miałem problem w tamtym wpisie(oraz dodam kilka nowych, bo natura marudy ze mnie wychodzi i takie tam). Po pierwsze – przy okazji ostatniego wpisu grałem w OW (uznajmy, że to skrót) na PS4. A jak ta gra wygląda ogrywana na PC? Odpowiedź pewnie znacie, ale i tak powiem – o niebo lepiej. I mimo, że akcje na padzie były rozłożone bardzo wygodnie, to jak wiadomo – celowanie tym kontrolerem jest tak precyzyjne jak szydełkowanie swetra mając przy tym nałożone rękawice kuchenne. Komputer jednakże odkrył jeden prosty sposób(konsole go nienawidzą) na ten problem – a jest nim myszka. W końcu postaciami wymagającymi jako-takiej precyzji(patrz – McCree, Pharah, Hanzo) można grać odpowiednio wygodnie i co ważniejsze – skutecznie. A co do reszty akcji na klawiaturze – cóż tu też nie ma zarzutów. Wszystko jest rozłożone tak jak być powinno, gra nie każe nam robić żadnych dziwnych kombinacji, oraz możemy też użyć hotkeya w celu wypowiedzenia jakiegoś komunikatu bez otwierania kółka dialogowego. I to wszystko z dodanym sosem lepszej grafiki i niezgorszej optymalizacji. Ale cóż, tego można się było spodziewać – w końcu maszyna rasy panów!

W maju skarżyłem się też na plagę wychodzących graczy oraz nierówne drużyny – i tutaj niestety Blizzard skopał. W grze nie ma żadnych kar za opuszczanie szybkich meczów, a za opuszczanie meczów turniejowych są one tak małe, że ludzie i tak dalej masowo wychodzą(co jak wiadomo – cholernie boli przy meczach kompetetywnych, gdzie na szali jest ranga). Jest tak źle, że na moje jakieś 14 rozegranych meczy w trybie TURNIEJOWYM, co najmniej w połowie z nich uświadczyłem leaverów w obu drużynach. Dochodziło nawet do takich kuriozalnych sytuacji, że pełna drużyna wręcz przepraszała swoich przeciwników z których ubyło graczy. Bo jak wiadomo – przegrywanie przez to, że nie mogliśmy grać w pełnym składzie nie jest fajnie. A wygrana dzięki temu, że część przeciwnej drużyny wyszła z gry nie jest satysfakcjonująca. Nie bolałoby to co prawda, gdyby filozofia rozgrywki była taka jak w TF2(w pubach, przed patchem, wiadomo którym). Tutaj niestety, graczy w drużynie jest tylko sześciu, co wymaga dużej koordynacji członków zespołu, tak więc utrata nawet jednego może oznaczać porażkę. Na całe szczęście, graczy którzy odeszli mogą zastąpić nowi, ale czasami wyszukiwanie takiego zastępcy, może trwać bardzo długo. Na tyle by szala zwycięstwa przechyliła się tak bardzo na stronę przeciwników, że rundy nie da się już wygrać.

W maju narzekałem też na kod sieciowy i, o matko, nic się nie zmieniło. Tzn. jest trochę lepiej, ale wciąż może być okropnie. Praktycznie, w co drugiej grze doświadczam lagów, na szczęście zazwyczaj chwilowych. Przez chwilę myślałem, że to ja mam problem z internetem, ale kiedy grałem w kompletnie innym miejscu, w innym mieście, te problemy nadal występowały. Gracze też niekiedy się na to skarżyli(ale wiecie – to może być wymówka). Wszystkiemu nie pomaga fakt, że niekiedy dobiera mnie do graczy nie z Europy a z… Japonii. Cholera zupełnie jak w Splatoon!  Inną sprawą jest bardzo niski tick-rate. Rozumiem go co prawda w konsolowych wersjach gry, ale na komputerze jest on nie do zaakceptowania. Sprawia to, że możesz dostać hakiem przez ścianę albo nie trafić kogoś mimo że twój celownik był w odpowiednim miejscu(w grze tylko kilka postaci ma rozchodzenie i opadanie pocisków). Najbardziej widać to w nowym trybie gry – Lucioball, gdzie może nam się wydawać, że uderzyliśmy piłkę z bardzo bliska(czego, oczywiście, gra nie zarejestrowała), a na powtórce widać, że była ona o wiele dalej. Jeżeli chcecie się przekonać, po prostu spróbujcie za pomocą McCree strzelić w będącą w powietrzu piłkę – jest 90% szans na to, że gra uzna ten strzał za chybiony. Ale są to problemy na które gracze zwrócili już uwagę i które, miejmy nadzieję, Blizzard w końcu naprawi.

Gra ma też garść innych problemów – matchmaking działający w taki sposób, żeby wyłoniło nam 50 procentowy stosunek wygranych do przegranych(liczyłem to kilka razy – nigdy nie spadło mi poniżej 45 % ani nie wzrosło powyżej 55 %, zdarzało się nawet równe 50%), niekiedy dziwnie zaprojektowane mapy(np. jest tylko jedno wejście na teren gdzie jest punkt kontrolny, co sprawia że nielatający bohaterowie muszą się solidnie napocić by je przejąć i nie zostać zabitym w takim ciasnym punkcie), oraz takie dziwnostki jak Sudden Death w trybie turniejowym, w którym graczy atakujących w takiej szybkiej rundzie(co jest BARDZO dużą przewagą) wyłania się poprzez… rzut monetą. Tak – być albo nie być twojego zwycięstwa decydowane jest przez los…

Dobra, to bardzo narzekający wpis(a uwierzcie mi, narzekać na tą grę można DUUUUUŻO). I chociaż z powyższego opisu wynika, że powodów do narzekań na tą produkcję jest wiele, to jednak wciąż w nią gram i to z dużym zadowoleniem. Przejdźmy więc do pozytywów, żebym nie wyszedł na kompletnego pajaca, który nie lubi OW(i żeby uchronić się przed wściekłym tłumem z pochodniami).

Po pierwsze – gra ma bardzo przyjemną mechanikę. Z początku, byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tych wszystkich umiejętności naszych herosów – według tamtego mnie miały spłycać one rozgrywkę i jeszcze bardziej „skażualizować” tą produkcję. Jednakże, po spędzeniu trochę czasu z tą produkcją wyszło na to, że tak naprawdę ubogacają one grę, a nawet dodają jej dodatkowej głębi. Narzekałem w maju, na przykład, na umiejętności ostateczne(ulty), które według mnie kompletnie psuły wtedy rozgrywkę. Cóż, nie wiem jak jest teraz na konsolach, ale na PC większość graczy nauczyła się kontrować takie zagrywki, co sprawia, że większość ultimate’ów trzeba nie tylko dopasować do sytuacji, ale też ruszyć niekiedy głową, np. McCree musi zajść przeciwnika z flanki albo z tyłu aby jego ultimate(„To wysokie południe”) mógł skutecznie zadziałać i nie sprawić, że zginąłby on od razu złapany przez przeciwnika. Co prawda, część ultów wciąż jest zepsuta i za bardzo mogąca zmienić przebieg gry(np. ultimate Mercy, który może przywrócić całą drużynę po śmierci z pełnym zdrowiem), ale Blizzard to zbalansuje, to jedyna rzecz jakiej można być pewnym z tą firmą. Sprawia to więc, że musimy nie tylko nauczyć się dobrze strzelać, ale też odpowiednio wykorzystywać umiejętności naszych herosów. I chociaż z opisu wydawać się to może niezbyt ciekawe(zwłaszcza jak nie interesują was gry doto-podobne, z których OW czerpie garściami), to rozgrywka jest bardzo szybka, niekiedy wręcz emocjonująca. Do tego, dzięki krótkim czasie trwania meczów gra potrafi cholernie wciągnąć, wywołując ten syndrom „jeszcze jednej partyjki”, pozwalając też przy tym na szybkie gry w przerwach od obowiązków czy coś. Gra ma też bardzo ładną, inspirowaną animacjami Pixara grafikę, wykonaną prawie kropka w kropkę takim samym stylu jak TF2. W ruchu wygląda to świetnie, jednakże żeby to doświadczyć, trzeba podkręcić trochę ustawienia graficzne, gdyż na średnich i niskich detalach produkcja wygląda dość biednie.

Cóż mogę powiedzieć – jeżeli szukacie dobrej strzelanki i nie odstrasza was cena(39.99 EURO za edycję podstawową, 59.99 za edycję Origins z kilkoma dodatkowymi skinami) Overwatch może się wam spodobać. Gra, co prawda, nie jest idealna, wręcz jest kilometrami daleka od ideału, ale jest bardzo przyjemna i po prostu… dobrze się w nią gra. Wiem, że zapachnie tu kliszą, ale lepiej się w tą grę gra i przeżywa, niż o niej czyta(lub pisze), tak więc jeżeli macie taką ochotę to możecie rzucić w ten tytuł swoimi pieniędzmi. Zwłaszcza, że Blizzard dba o swoje gry dzięki różnorakim aktualizacją(z dwa tygodnie temu dodali nową bohaterkę, a nawet teraz gra ma tematyczny event, inspirowany igrzyskami olimpijskimi, trwający do 22 sierpnia), tak więc można mieć nadzieję że gra będzie aktywna bardzo długo.

No i tyle co miałem do powiedzenia na temat tej gry, chociaż nie powiedziałem o wszystkim co zaplanowałem. Nie chciałem po prostu robić nazbyt długiego wpisu, a część kwestii wymaga dużego omówienia tak więc zostawiam to sobie na później. Zwłaszcza, że(może zauważyliście) zrobiłem nową kategorię specjalnie dla Overwatch’a, gdyż chciałbym żeby został tu na łamach tego bloga częstym gościem. Cóż, dopóki nie będzie żadnych wieści o Source 2 ani nowych grach Valve, trzeba będzie czymś zająć ramówkę, hę? Dobra to tyle, do następnego wpisu!

PS. Wiecie, że właśnie odbywa się kolejny International ? Finał w sobotę. , może się zbiorę w sobie i obejrzę. A wy? Śledzicie imprezę, będziecie oglądać tylko finał, czy może macie to całe „Dłuto 2” w głębokim poważaniu?

Informacje o mrkarrmel

Chłopiec z prowincji.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Overwatch, Wpisy i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s