Platyna w Bloodborne


bladborn

Więc – hej! Trochę mnie nie było. Tak bardzo trochę, z cztery miesiące. I chociaż w świecie Valve było co prawda kilka dość ważnych wydarzeń, m.in. możliwość odpalenia SteamVR Test, o którym pisał Zwieracz, oraz wiele wpadek organizatorskich na jakimś wielkim turnieju Doty 2,bodajże w Szanghaju(nie wiem, nie interesuję się Dotą już od jakichś 2 lat). Cóż, niusy są, ale jako, że nie dotyczą one spraw które nas(albo mnie) najbardziej interesują, czyli nowych gier od Valve, jakoś nie mam chęci o nich pisać. Ale o czymś napisać trzeba, bo ten blogasek coś tak smutny stoi i głodny wpisów. Bardzo go zaniedbałem, przez to moje robienie gry, która, od ostatniego razu kiedy o niej wspomniałem, zmieniła się i rozwinęła nie do poznania.

Dlatego też, postanowiłem wykorzystać tę okazję, aby się troszkę pochwalić moim osiągnięciem z ostatniej niedzieli, czyli zdobycia platynowego „pucharku” w Bloodborne(a.k.a. wszystkie zdobyte osiągnięcia). A jako, że chce o tym napisać, nie mogę też zmarnować okazji aby pośpiewać o tej grze pochwalne hymny, gdyż ją po prostu uwielbiam… Dlatego też, wybaczcie to odejście od głównej blogowej tematyki, ale trochę różnorodności to zawsze coś. Tak więc, zacznijmy…

Btw. Tak, wiem, że wpis brzmi troszkę aż nazbyt pochwalnie, prawie jak reklama, ale co ja poradzę, skoro na rzeczy które mi się podobają nigdy nie szczędzę słów zachwytu . Mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza.

Btw x2. Jako, że troszkę zanadto się rozpisałem na temat samej gry, a nie faktu zdobycia przeze mnie tytułowej platyny, to jeżeli chcecie ominąć moje pieśni pochwalne, możecie zejść w dół tego wpisu(rozpoczęcie wątku platyny zaznaczyłem pogrubioną czcionką).

Czy ktoś z tu obecnych ma PS4…? Dobra, głupie pytanie. Po prostu na czas czytania tego wpisu wyobraźcie sobie że je posiadacie…

Czy zadawaliście sobie kiedyś pytanie brzmiące mniej więcej: „Cholera jasna, dlaczego kupiłem PS4?!”. Cóż, jeżeli tak(a bardzo to prawdopodobne), oto odpowiedź – Bloodborne. Gra From Software(najbardziej znani z tzw. serii Souls , oraz gier z cyklu Armored Core i King’s Field), powstała częściowo za pieniądze Sony(najbardziej znani z robienia walkmanów i telewizorów), czyli niestety – jest ona exclusive’em na PS4. I tutaj szkoda mi użytkowników innych platform, gdyż zostali przez to obrobieni z bardzo dobrej gry. Chociaż wielu ludzi nie chce w to uwierzyć, Bloodborne jest… po prostu genialne. Była to moja ulubiona gra powstała w 2015 roku, a pamiętajcie że był to jeden z lepszych roków w branży growej, który dał nam m.in. trzeciego Wiedźmina, Metal Gear Solid V : The Phantom Pain, bądź Splatoon. I chociaż nie jest to produkcja idealna – jest pełna różnorakich bugów, niedociągnięć,graficznych niedoskonałości i niekiedy drastycznych spadków klatek, cierpiała też z początku na horrendalnie długie czasy ładowania(teraz jest o wiele lepiej), jest też w miarę krótka jak na tą serię(pierwsze, ślepe podejście zajęło mi jedynie ok. 20 godzin) – to prawie z miejsca stała się jedną z moich ulubionych gier w ogóle – gdzie stawiam ją prawie na równi z pierwszym Dark Souls. Dlaczego?

Jest kilka czynników dla których uwielbiam Bloodborne. Pierwszym z nich jest kierunek artystyczny jaki obrał zespół dla tej gry. I chociaż grafikę produkcji From można nazwać w miarę ładną, a co najmniej porządną, to właśnie to sprawia, że gra wygląda świetnie i ma niepowtarzalny klimat. Miasto, przypominające wiktoriański Londyn, gdzie większość budynków zamieniono na kościoły i katedry, wnętrza tych samych katedr pełne zdeformowanych pomników, płonących świec i śladów po okrutnych rytuałach jakie się tam odbywały, obrzeża porośnięte gęstym lasem ze znajdującą się w środku wioską, pełną szalonych, przypominających typowe wiedźmy, kobiet… Nie wspominając już o projektach strojów w jakie może odziać się nasz bohater oraz bestii z jakimi musi walczyć – od obdartych i oszalałych od żądzy krwi mieszkańców Yharnam, po potwory przypominające wilkołaki, aż po paskudztwa mocno inspirowane mitologią Cthulhu H.P.Lovecrafta. Wszystko to sprawia, że z ekranu wręcz sączy się klimat i wylewa się go tyle, że trzeba aż go ścierać z dywanu(taki dżołk). Ale na poważnie – bardzo polecam granie w Bloodborne na dużym telewizorze, ale na mniejszych ekranach bądź monitorach, gra wciąż wygląda fenomenalnie. Zresztą, wejdźcie sobie w Google Grafika i popatrzcie na kilka obrazków, aby wejść w klimat jaki serwuje ta produkcja… A o muzyce mogę powiedzieć tylko: Majstersztyk, jeden z lepszych soundtracków jakie słyszałem w grach. Od pompujących adrenalinę, szybkich utworów, po bardziej relaksujące motywy, aż do niepokojących chórów. Cudo.  A zresztą, posłuchajcie sami:

Drugą rzeczą za jaką kocham Bloodborne jest rozgrywka. Na pierwszym rzut oka – przeniesienie mechaniki 1:1 z Dark Souls. I, cóż, jest to najprawdziwsza prawda. Wciąż jest to Action RPG, wciąż mamy dwa ataki – szybki i silny, wciąż za pokonanych wrogów otrzymujemy walutę(w Demon’s/Dark Souls – dusze , w Bloodborne’ie – blood echoes), którą możemy spożytkować na levelowanie naszej postaci bądź zakup przedmiotów, i wciąż tą walutę tracimy po śmierci, ale możemy ją odzyskać jeżeli bez śmierci udało nam się dotrzeć do miejsca naszego ostatniego zgonu. Jednakże, nie jest to do końca prawda, gdyż w Bloodborne gra się inaczej niż w inne gry z serii Souls. Po pierwsze – jest to gra o wiele szybsza. O ile poprzednie części, może poza, dyskusyjnie, Demon’s Souls, karały nas za branie inicjatywy podczas walki, Bloodborne wręcz zachęca nas do agresywnej gry. I chociaż wciąż musimy bardzo uważać, to możemy pozwolić sobie na większą śmiałość przy wykonywaniu ataków. Gra umożliwia nam to poprzez obniżenie wartości staminy/wytrzymałości odejmowanej nam przy każdym ataku bądź uniku, oraz przyśpieszenie animacji. Dodatkowo, aby gracze zbytnio nie nadużywali swojej mobilności, utrudniono backstaby/ciosy z tyłu. W Soulsach wystarczyło tylko podejść do przeciwnika od tyłu i wcisnąć jeden przycisk, co wywoływało specjalny atak zadający ogromne obrażenia , w Bloodborne’ie aby to zrobić należy nie tylko podejść do przeciwnika z tej strony, ale też przytrzymać przez chwilę przycisk silnego ataku, aby go naładować. Dopiero po jego „uwolnieniu” i trafieniu we wroga możemy wykonać backstab. Jest to dość duża zmiana, sprawiająca że ciosy z tyłu, z trywialnych stały się cholernie satysfakcjonujące, zwłaszcza że przeciwnicy są tu o wiele bardziej czujni i szybcy, przez co wykonanie takie combo jest bardzo trudne. ale opłacalne. Największą, jednak, zmianą, w stosunku do starego systemu jest to w jaki sposób potraktowane zostało nasze zdrowie. Tym razem, kiedy otrzymujemy obrażenia, dostajemy możliwość odzyskania części naszego zdrowia przez kilka sekund. Aby to zrobić, wystarczy jedynie zaatakować przeciwnika(a nawet jego upadające truchło). Sprawia to, że mamy dodatkową zachętę do bycia agresywnym, oraz dodaje też pewien czynnik ryzyka(czy powinienem dalej atakować przeciwnika i próbować odzyskać zdrowie, ryzykując też że mnie przy okazji dobije w trakcie, czy wycofać się i uleczyć fiolką z krwią[tutejsze miksturki lecznicze]?). Podsumowując tą kwestię, Bloodborne to wciąż rozgrywka za którą pokochaliśmy(bądź nie) Soulsy, ale o wiele szybsza i bardziej wybaczająca, dzięki czemu gra jest bardzo dynamiczna i dająca nam nowe wyzwania, gdyż wraz z naszym zwiększeniem szybkości, szybsi stali się też nasi przeciwnicy, co wymaga od nas sporej dozy refleksu.

Bardzo podoba mi się też uzbrojenie naszego Łowcy. Chociaż na pierwszy rzut oka, możliwości jakie dostajemy wydają się o wiele uboższe od tych zaprezentowanych w Dark Souls/Dark Souls II, czego też się obawiałem, to nie jest to do końca prawda. Nie mamy co prawda tyle możliwości budowy naszej idealnej postaci co w tamtych grach, ale to co znajdziemy  w Bloodborne’ie jest świetne na swój sposób…. Mamy dwa typu uzbrojenia: na lewą i prawą rękę. W lewej ręce trzymamy broń pomocniczą bądź palną, w prawej natomiast – broń białą. W tej drugiej bardzo podoba mi się to, że tak naprawdę dostajemy dwie bronie w jednym, każda z innym typem ruchów, a czasem nawet statystykami. I tak np. naszą piłę możemy rozłożyć,  dzięki czemu możemy atakować przeciwników z większej odległości, tracąc przy okazji bonus do obrażeń od piłowanego ostrza(naprawdę, taki bonus istnieje). Uzbrojenie które mamy do wyboru także jest świetne, a niekiedy wręcz szalone. Co powiecie na jednoręczny miecz, którego drugi tryb zamienia go w jeszcze większy, dwuręczny miecz? Albo na buławę, którą możemy naładować elektrycznością? A może katanę, którą możemy „zbuffować” naszą własną krwią, tracąc przy tym zdrowie w miarę upływu czasu? A może zainteresuje was duże, drewniane koło, które możemy rozkręcić i rozjeżdżać nim przeciwników? Jak widać, ciekawych możliwości jest sporo, a wymieniłem tu tylko kilka. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to zbroja/ubranie naszego herosa. Chociaż wszystkie wyglądają naprawdę świetnie, to razi trochę to, że nie mają żadnego wpływu na poruszanie się i akcje naszego bohatera tak jak miało to miejsce w Demon’s/Dark Souls. Nie przeszkadza to co prawda, biorąc pod uwagę szybkość gry, ale szkoda mi trochę tego elementu ryzyka i główkowania, który musieliśmy dodać do naszego planowania ekwipunku w tamtych grach.

A jak już przy rozgrywce jesteśmy, to należałoby też wspomnieć o level-designie. Projekty poziomów zawsze były mocnym punktem w serii Souls(no, poza Dark Souls 2, nie licząc DLC) i Bloodborne nie jest żadnym wyjątkiem. Pierwszą rzeczą która mi się w nim podoba jest to, że to hybryda między Demon’s Souls a pierwszym Dark Souls. Co to oznacza? Otóż, w Demon’s Souls mieliśmy oddzielone od świata gry miejsce(Nexus) z którego mogliśmy przenosić się do 5 różnych „światów”. Jednakże światy te nie były ze sobą połączone, więc aby przenieść się do innego należało wrócić się do Nexusa i wybrać inny. W Dark Souls 1 mieliśmy kompletnie inne rozwiązanie. Tam, cały świat był ze sobą bardzo dobrze połączony. Mogliśmy bez żadnych ekranów ładowania przebiec z jednej części „mapy” do drugiej, oraz otwierać sekretne przejścia i skróty dzięki którym mogliśmy szybciej dostać się do niektórych obszarów. Jedna lokacja pełniła co prawda funkcję podobną do Demon’s Souls’owego Nexusa, ale różnica polegała na tym, że było to bardziej miejsce z którego rozchodziły się ścieżki w różne strony świata, a nie po prostu lokacja z teleporterem(mogliśmy się co prawda teleportować między ogniskami, ale dopiero w połowie gry)… Jak już wspomniałem – Bloodborne łączy te dwa rozwiązania. I tak tutaj też mamy jedną, odłączoną od świata lokacje z której możemy się przenieść. Różnica polega jednak na tym, że w odróżnieniu od Demon’s Souls nie mamy od początku do wyboru wszystkich dostępnych światów. Zaczynamy z jednym z czterech dostępnych nagrobków, z którego możemy przenieść do naszej pierwszej lokacji, a potem sukcesywnie, w świecie gry, będziemy je odblokowywać, „włączając” przy okazji kolejne nagrobki za pomocą rozstawionych po świecie gry latarni. Potem przy użyciu nagrobków w Hunter’s Dream(tutejszy hub) możemy przenieść się do wybranej latarni. Sprawia to, że świat Bloodborne nie jest tak podzielony jak w Demon’s Souls i chociaż nie zbliża się on do geniuszu jedynki, jest to rozwiązanie sprawiające, że świat w którym nasz bohater się porusza staje się trochę bardziej wiarygodny.

Warto też wspomnieć o samych obszarach po których przyjdzie nam podróżować. Te są zbudowane tak jak na grę z serii Souls przystało – z wieloma skrótami i sekretami nagradzającymi eksplorację oraz pełne szczegółów, sprawiających, że niekiedy mamy ochotę zaprzestać walki i poprzyglądać się otoczeniom bądź rzeźbom. W grze, za pomocą level designu, ukryte jest także wiele dodatkowych lokacji(naliczyłem co najmniej 5 których nie znalazłem za moim pierwszym podejściem!) co daje dodatkową zachętę do wciskania nosa w każdy kąt Yharnam i okolic i spokojnie dodają one jakieś 4 dodatkowe godziny gry.

Dobra, starczy już tych moich zachwytów , bo licznik słów powoli dobija do 1800, a ja wciąż nie zacząłem nawet gadać o moich „platynowych” przygodach. Tak więc, chyba najwyższy czas zacząć.

Chociaż może to dziwić, „platyna” w Bloodborne nie jest aż taka trudna do zdobycia… No dobra, trochę jest, ale przynajmniej nie jest tak wkurzająca jak achievementy w Demon’s Souls bądź Dark Souls wymagające od nas godzin farmienia w celu zdobycia rzadkich broni bądź czarów. Bardzo też cieszyło mnie to, że w grze nie było żadnych osiągnięć związanych z multiplayer’em. Chociaż ten jest w tych grach bardzo pomysłowy to, mimo wszystko, gry z serii Souls są doświadczeniem głównie singlowym. Osiągnięcia multiplayer’owe w reszcie gier z tej serii dało się co prawda zdobyć samemu, ale było to o wiele trudniejsze i bardziej uciążliwe. Dobrze więc, że Bloodborne takich aczików nie posiada. Na myśl jedynie przychodzą mi dwa osiągnięcia, które wymagają od nas farmienia, ale ja miałem tyle szczęścia(bądź drop rate był wystarczająco duży) że zdobyłem je od razu.

Co jednak musimy zrobić by zdobyć platynowy pucharek? Cóż, musimy pokonać wszystkich najważniejszych bossów, zdobyć trzy możliwe zakończenia(czyt. przejść grę 3 razy), znaleźć wszystkie specjalne akcesoria(tutejsza magia) i rodzaje broni. Jest też kilka osiągnięć wymagających od nas znalezienia specjalnych lokacji w grze i kilku pojedynczych przedmiotów. I to w sumie wszystkie najważniejsze.

Nie brzmi trudno prawda? Ano – większość z nich możemy spokojnie zdobyć w jednym podejściu do gry, a potem pouzupełniać braki w kolejnych. I tak jest przez większość czasu ich zdobywania. Schody jednak zaczynają się przy…

CHALICE DUNGEON’ACH 

Powiem tak – chociaż uwielbiam tą grę(co prawdopodobnie mogliście zaobserwować po ilości znaków których przeznaczyłem na jej chwalenie) to Chalice Dungeony(bądź kieliszkowe dungeony, jak lubię je nazywać) są jej najgorszą częścią. Jednakże, chwila, chwila, czym one tak naprawdę są? Cóż – kieliszkowe dungeony to losowo generowane podziemia, w których możemy zdobyć trochę rzadkiego ekwipunku i zabić bossów niewystępujących w grze(tam też zdobywamy aż dwa osiągnięcia potrzebne do „splatynowania” gry). Podsumowując – rozgrywka przypominająca rogue-like, w którą gra się jak w Dark Souls. Brzmi świetnie – prawda? Ba, sam tak kiedyś myślałem… Zanim w nie zagrałem, to jest. Niestety, w rzeczywistości pomysł ten się nie sprawdził. Dlaczego?

Ano dlatego, że wszystkie te elementy które opisałem powyżej zdają się pozytywne, prawda? Niestety – tak nie jest. Losowo generowane podziemia może zdają się z początku fajne, ale szybko zauważamy, że Chalice Dungeon’om brakuje ważnej części gry – wspomnianego przeze mnie w części pochwalnej level designu. Wszystkie pokoje które w nich zwiedzimy może i są szczegółowe i klimatyczne, ale czar szybko pryska, gdyż są powtarzane w kółko. Zdarza się niekiedy, że dostajemy dwa takie pokoje pod rząd, a już te w których znajdujemy skrzynki to obraza – zawsze są takie same, nawet pomimo różnic tematycznych w różnych typach podziemi. Sprawia to, że podziemia są monotonne i nie zachęcają do dalszego zwiedzania. Przez pierwsze dwa kielichy starałem się zwiedzać wszystkie możliwe pomieszczenia, ale szybko z tego zrezygnowałem, gdyż ,poza większą ilością Blood Echoes i jakichś nieprzydatnych przedmiotów, tak naprawdę nie było sensu robić nic poza znalezieniem dźwigni która otworzy nam drzwi do bossa i pokonania tegoż szefa. A właśnie – bossowie! Te były zawsze największym atutem serii i tak też jest w fabularnej części Bloodborne. Jak wypadają w kieliszkowych podziemiach…? Cóż, marnie. O ile nie są to normalni przeciwnicy, tyle że z dodanym paskiem zdrowia u dołu i instrumentalną muzyką, to są to bossowie fabularni użyci z powrotem, tyle że tym razem z dodaną trudnością walki w ciasnych pomieszczeniach(naliczyłem co najmniej dwa takie przypadki). Oryginalni bossowie stworzeni na myśl o kieliszkowych lochach także nie zachwycają. Mają ogromne paski życia(zabija się więc ich długo) i nieciekawy zasób ruchów, najgorsza jest jednak fuszerka którą twórcy odwalili z ich wykrywaniem kolizji. I chociaż u fabularnych bossów udało im się tego w dużym stopniu uniknąć, to kiepskie hitboxy są w Chalice Dungeon’ach codziennością. Stoisz koło NÓG przeciwnika, a on uderza w ziemię swoimi RĘKOMA? Niespodzianka – otrzymasz obrażenia! Przypominało to niekiedy najgorsze momenty Dark Souls 2… Na obronę tych bossów, powiem jednak że aż dwóch z nich mi się nawet podobało!

Taaaa, marna pociecha…

Najgorszą jednak częścią był jeden z kielichów znany jako „Cursed and Defiled Chalice”(czy jakoś tak). Otwiera on nam dungeon w którym nasze zdrowie, na czas jego trwania, jest obcięte do połowy. Oznacza to mniej więcej tyle, że większość przeciwników zabija nas na dwa uderzenia, bossowie zazwyczaj na jedno. I o ile brzmi to jak ciekawy skok w trudności i coś satysfakcjonującego do przejścia, to przełożyć na to kiepskie hitboxy bossów i…. Taaa… To nie było zbyt przyjemne. Powiem więcej – frustrujące jak cholera! Na dowód tego jak frustrujące było przejście tego cholernego kielicha jest to, że mam o nim bardzo dużo do napisania/powiedzenia, ale… po prostu nie chce tego robić! Był to koszmar i dobrze, że się już skończył…

Kielichów było w sumie siedem, ale wszystkie te negatywy które opisałem powyżej tak bardzo mnie denerwowały, że wręcz nie chciało mi się ich przechodzić. Żeby dać wam tego miarę – robiłem kieliszkowe dungeony od końca sierpnia 2015 r. . Ostatniego bossa kielichów(za którego zabicie jest osiągnięcie) pokonałem dopiero w ostatnią sobotę… Wszystko to zajęło mi jakieś 20 godzin i była to chyba najgorsza, najbardziej frustrującą część Bloodborne. Na szczęście, ponowne, ostatnie, przejście fabularnej części w celu zdobycia ostatniego potrzebnego mi zakończenia zmyło mi prawie cały niesmak pozostały po przejściu kielichów… Morał z tego taki – jeżeli kiedykolwiek będziecie grać w Bloodborne’a i nie zamierzacie przechodzić go na 100% – omijajcie Chalice Dungeon’y szerokim łukiem, zwłaszcza że są one kompletnie nieobowiązkowe w fabularnej części gry.

No i to w sumie tyle – prawie 8 miesięcy grania z przerwami i moja upragniona platyna w końcu jest zdobyta. Jak się z tym czuję? Cóż, jestem zadowolony. I chociaż żeby to zrobić musiałem przebrnąć przez te siedem cholernych kielichów, to satysfakcja przy zdobyciu mojej pierwszej platyny(i drugiego kompletnego przejścia jakiejkolwiek gry[pierwszą było Hotline Miami 1]) mi to wynagrodziła. No i co mogę powiedzieć – na razie odpocznę od Bloodborne’a, zagram ponownie za jakiś rok lub dwa. Prawdopodobnie kupię też wtedy edycję GOTY, by mieć dodatek DLC na płytce(głównie dlatego go jeszcze nie kupiłem). A jak na razie, cóż, Dark Souls III jest na horyzoncie, wyjdzie za miesiąc i z tego co widziałem na filmikach – wygląda świetnie. Kto wie, może tą grę też „splatynuje”? A na razie – Bloodborne’a zostawiam w spokoju i zachęcam – jeżeli kiedykolwiek będziecie na tyle szaleni bądź bogaci i zechcecie kupić sobie PS4, pamiętajcie aby do koszyka wrzucić też Bloodborne. Jest to świetna, warta uwagi gra, zapewniająca wiele godzin wymagającej i satysfakcjonującej rozgrywki, czego moja chęć zdobycia platyny jest dowodem… Nawet mojemu bratu się podoba, a to już coś znaczy!

Dobra, ten wpis powoli zaczyna mieć 2900 znaków, więc najwyższa pora już kończyć. Widzicie, długo mnie nie było i musiałem się o czymś rozpisać… Tak więc – trzymajcie się i do następnego razu!

PS. Dzisiaj znalazłem takie coś w skrzynce mailowej:

Untitled

Sony za zdobycie platyny w danej grze wysyła, automatyczne co prawda, maile z upominkami za nołlajfizm? Cóż… tego się nie spodziewałem. Miło z ich strony.

Oslo, ja ekipie tłumaczącej na polski po prostu chyba nigdy nie wybaczę przetłumaczenia „Hunter” na „Tropiciel”, zamiast na „Łowca”. Najwyraźniej, „Łowca” był zbyt oczywistym wyborem i trzeba było znaleźć jakiś głupi odpowiednik…

Informacje o mrkarrmel

Chłopiec z prowincji.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne, Wpisy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Platyna w Bloodborne

  1. Pingback: Wrażenia z pełnej wersji Overwatch | Blog Karrmela

  2. Pingback: 6 lat! | Blog Karrmela

  3. poloos pisze:

    Zdobyłem platynę i nic nie dostałem w skrzynce, chyba już nie ma tego, jakieś 3 tyg temu

    • mrkarrmel pisze:

      Może nie masz konta/e-maila przypisanego do PSN’a. Ewentualnie, przestali rozdawać po premierze DaS 3, ale to raczej wątpliwe, bo to wszystko najprawdopodobniej automat rozsyła. Albo masz po prostu pecha, bo PSN znany jest z tego, że działa jak chce.

  4. Pingback: 7 lat | Blog Karrmela

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s