Imba sylwestrowa 2017/2018 Incoming!

Przegrałeś rzycie i siedzisz sam w Sylwestra? Nie martw się – nie jesteś sam!

Imba sylwestrowa to nasza dwuletnia(teraz będzie już trzyletnia!) tradycja, gdzie spotykamy się w ciepłym gronie i puszczamy sobie utwory na stronie zwanej dubtrack. Utwory są pomijane tylko na życzenie autora, więc wszystko na tej „imprezie” jest możliwe! W ostatnim roku przewidzieliśmy przyszłość, więc w tym roku też będzie GRAND.

„Impreza” rozpocznie się w sylwestra – 31 stycznia 2017 roku – jakby ktoś się nie domyślił, a link do strony podany będzie przed rozpoczęciem „iwentu”, czyli ok. 20:00, dnia wiadomego, tutaj – na Blogu Karrmela. Wszyscy czytelnicy bloga oraz goście są zaproszeni!

W tym roku okazja będzie szczególna, bo całość prowadzić będę ja. Czym to się różni od poprzednich lat? Cóż – główna różnica polega na tym, że teraz jestem szanowanym twórcą gier(he-he-he), co sprawia że znaczenie imprezy wzrasta over 9000. Niech was więc nie zabraknie!

Do zobaczenia 31-tego!

Opublikowano Blog, Wpisy | 1 komentarz

The Stanley Parable – recenzja(bez-spoilerowa)

Uwaga! Mimo, że recenzja jest „bez spoilerów”, to będą tu zawarte mini-spoilery „średniego kalibru”, bez których nie mógłbym w odpowiedni sposób opisać gry(bo jest tak krótka). Dlatego też, polecam wam przeczytać tą recenzję dopiero po przejściu gry.

Dobra SpaceSave wydane, wpisów mało – czas wziąć się do roboty!

W końcu! Obiecana już od miesięcy recenzja zagości na blagu(do tego minął już prawie rok od kiedy postanowiłem to przejść)! Jako że jest to gra na silniku Source, a innych Valve’owych newsów(a przynajmniej takich, po których człowiek nie chce się powiesić) jest jak na lekarstwo – myślę, że taka recenzja będzie pasowała jak ulał. Zaczynajmy więc!

The Stanley Parable ma cholernego pecha. Jest to gra należąca do gatunku pogardliwie(i słusznie) nazwanego „walking simulators”(bądź „symulatorami chodzenia” w mowie naszej polaszej). Jakby tego było mało, produkcja została wydana w 2013 roku, niedaleko premier „Dear Esther” i „Gone Home”, co oznaczało że Stanley(niech będzie, że to skrót od pełnej nazwy) stał się, chcąc nie chcąc, pionierem pogardzanego dziś gatunku. Wszystko to sprawiło, że miałem bardzo niskie oczekiwania co do tej gry i chociaż chciałem ją kupić i zrecenzować już lata temu, tylko dlatego że była na Source’ie – uznałem, że nie ma to najmniejszego sensu.

Tak czy inaczej – trafiliśmy tutaj. Cztery lata po premierze. Jak to się stało? Cóż, jak zwykle w takich historiach – zdarzył się przypadek(cud?). Otóż – na początku roku(albo pod koniec 2016 – nie pamiętam dokładnie) Humble Bundle(jakby ktoś jeszcze nie wiedział – taka strona, która sprzedaje paczki często niezłych gier za bezcen, z których duża część wpływów idzie na fundacje charytatywne) zaoferowało graczom dużą paczkę gier, z wieloma świetnymi tytułami(np. Subnautica) za ok. $20, mającą wspierać fundację działające na rzecz praw obywatelskich w USA(bo wiecie – Trump). Jedną z tych gier było właśnie The Stanley Parable, które postanowiłem wypróbować, bo wiecie – pieniądze i tak już wydałem. Tak więc – zaklepałem sobie wieczór, usiadłem do gry z byle-jakimi oczekiwaniami i…

I tutaj właśnie utwierdziłem się w przekonaniu, że warto mieć niskie oczekiwania co do ogrywanych tytułów. Sprawia to, że można się dzięki temu pozytywnie zaskoczyć. I chociaż nie jest to reguła – Stanley’owi udało się ją udowodnić.

Fabuła gry przedstawia się następująco – naszym głównym bohaterem jest Stanley – pracownik jakiejś bezimiennej firmy, który postanawia wyrwać się z nudnej rutyny… po prostu wychodząc ze swojego biura. Co szokujące – okazuje się, że placówka jest całkowicie opustoszała, a jedyną „osobą” „towarzyszącą” Stanley’owi będzie głos Narratora(o którym za chwilę). Wtedy też zaczyna się właściwa gra… a raczej jej namiastka, bo jedyne co możemy robić to chodzić po przedstawionej nam lokacji, eksplorować jej kąty(chociaż jest to mocno ograniczone) i… dokonywać wyborów.

Wspomniane „wybory”(nie mylić z narzędziem politycznym) to właściwie najwięcej co Stanley ma do zaoferowania w kwestii gameplay’u. Podam tu przykład, o którym wiedzą praktycznie wszyscy, którzy słyszeli o tej grze cokolwiek. Na początku prowadzeni jesteśmy przez głos Narratora(znowu – o którym później) aż w końcu dochodzimy do „rozwidlenia” dróg w postaci drzwi po lewej i prawej stronie. Narrator nalega, żebyśmy przeszli przez drzwi po lewej stronie, żeby jego historia mogła być kontynuowana. Natomiast możemy też przejść przez drzwi po prawej stronie, co na początku skołuje Narratora, który pozwoli nam naprawić nasz błąd, a potem wprowadzi go w zdenerwowanie, a w końcu wściekłość, gdy zorientuje się, że specjalnie próbujemy ingerować w jego historię. Tutaj też przejawia się największy(i, ironicznie, najbardziej znany) sekret gry – produkcja opiera się na burzeniu czwartej ściany. I chociaż dzisiaj, takie gry jak OneShot, Undertale, czy jeszcze wcześniej – Metal Gear Solid – wprowadził koncept do „mainstream’u” – wtedy było to coś co bardzo rzadko ukazywało się w grach, co sprawiało wrażenie grania w produkcję nowatorską, co też tłumaczy dużą popularność gry we współczesnych sobie czasach(dzienne przypomnienie, że 2013 był cztery lata temu – feeling old yet?). Wszystko to sprawia, że głównym „mięsem” gry są właśnie te wybory, którym sprzyjają dwie bardzo ważne, zawarte w grze, mechaniki – bez których produkcja po prostu by nie działała.

Pierwszą mechaniką jest to, że gra opiera się na powtarzanych sesjach. Oznacza to, że jest ona bardzo krótka(zdobycie mojego pierwszego „zakończenia” zajęło mi 5 minut…), ale przy końcu, gra wyrzuca nas znowu na sam początek, zachęcając do ponownego przejścia i nowych wyborów. Jako dowód pokażę to, że na Steam’ie mam „przegranych” w tą produkcję niecałe dwie godziny a i tak udało mi się zdobyć prawie wszystkie zakończenia, poza może dwoma. I chociaż w innych grach takie krótkie „sesje” byłyby raczej wadą, tutaj są zaletą – praktycznie każde zakończenie pozostawi w nas lekkie poczucie niedosytu, a natychmiastowo następujący po nim reset zachęca do dalszych eksperymentów z wyborami. A biorąc pod uwagę, że The Stanley Parable składa się właściwie tylko z wyborów – taki szybki reset jest właściwie niezbędny. Żeby tego było mało, nie każdy taki „reset” jest nim tak naprawdę – jak już wspomniałem wcześniej – gra burzy czwartą ścianę często i chętnie, co sprawia, że mimo pozorów zresetowania historii – tak naprawdę toczy się ona dalej. I w takich właśnie momentach, gra błyszczy – wybijając się z tłumu symulatorów chodzenia, desperacko próbujących być przygodówkami(z tym, że – wiecie – bez przygody).

Wybory te są też katalizatorem wielu różnych zakończeń, które możemy otrzymać, a każde z nich jest kompletnie inne od poprzedniego, wliczając drogę jaką musimy przejść by się do nich dostać. I chociaż nie robimy nic więcej poza chodzeniem i (czasami)interakcją z przedmiotami – każde z tych zakończeń jest unikatowe i warto przynajmniej spróbować zdobyć je wszystkie.

Wspomniałem też o drugim elemencie sprawiającym, że gra „po prostu działa”. Jest nim wspomniany już wielokrotnie Narrator, który, pomimo nazwy, jest postacią biorąca czynny udział w historii. Towarzyszy on Stanley’owi, komentując całość jego podróży, wystawiając przy tym świetny scenariusz gry. To właśnie Narrator jest siłą napędową produkcji(a przy okazji – głównym punktem marketingowym). I chociaż sama jego nazwa wskazuje na osobę oderwaną od historii, dostarczającą tylko komentarza – Narrator jest, jak wcześnie wspomniałem, postacią. W zależności od naszych wyborów, będzie on zadowolony, bądź wściekły, sypiąc sarkastycznymi komentarzami jak z rękawa. Jego rola błyszczy jednak najbardziej wtedy, kiedy sam Narrator staje się zdezorientowany wydarzeniami w grze(co samo w sobie jest świetną dekonstrukcją takiego elementu jak „wszechwiedzący” narrator, którego, w normalnych okolicznościach, uważamy za coś normalnego i nienaruszalnego). Wisienką na torcie jest doskonały voice-acting. Aktor grający Narratora odwalił kawał wyśmienitej roboty, świetnie oddając emocje i nadając tożsamość postaci, która z definicji jest oderwana od historii w jakiejkolwiek roli, poza byciem zwykłym obserwatorem. Sprawia to, że nabieramy ogromnej sympatii do Narratora, pomimo że bardzo często będzie starał się przeszkadzać w naszej „niezależności”.

Jak już wspomniałem na początku wpisu – Stanley’owi udało się przerosnąć moje oczekiwania, co sprawiło, że te niecałe dwie godziny które spędziłem z tą grą, do dziś(bo grałem w to niecały rok temu) uważam za świetnie spędzony czas. Pytanie brzmi – czy polecam tą grę? I chociaż, w normalnym wypadku, wstrzymałbym się z jej poleceniem komukolwiek, głównie przez to, że po zdobyciu większości zakończeń – tak naprawdę można do tej gry nigdy już nie wracać – to teraz powiem, że – tak, polecam tą produkcję. Myślę, że jest świetna. Dlatego też postanowiłem zrobić bez-spoilerową recenzję – żeby zachęcić was do sięgnięcia po ten tytuł i „przeżycia” go na własnej skórze. I chociaż należy on do gatunku znienawidzonego przez graczy, jak dla mnie – jest też jego najlepszym przedstawicielem. Czy powinniście zapłacić za to pełną cenę? Absolutnie, nie! Kupić na wyprzedaży? Oczywiście! Gra nie jest długa, ale myślę że czas spędzony z nią nie będzie dla was stracony.

Dobra, ten wpis był średni(dlatego nie robi się recenzji, prawie ROK po przejściu gry), ale trudno. Nie wiem, czy w tym roku jeszcze coś będzie(poza jakimiś ogłoszeniami), ale mam pomysł by napisać cosik o tegorocznym Prey’u(w skrócie – świetna produkcja, mój kandydat na grę roku), chociaż nie wiem czy uda mi się z tym zdążyć do końca roku. Tak więc – miłych świąt życzę i widzimy się w kolejnym wpisie!

PS. Tak, wiem, że Stanley był też darmowym modem do Half-Life’a w swojej oryginalnej wersji, ale nie mogłem znaleźć dobrego miejsca by umieścić ten fakt we wpisie

PS 2. Więcej nie piję(soczku) podczas pisania…

Opublikowano Half-life i Portal, Wpisy | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

SpaceSave zostało wydane!

Moja gra, którą robię już od 2 lat i kilku miesięcy właśnie została wydana!

Cóż, jestem zmęczony po tych wszystkich latach, więc na razie nie będę się rozpisywał – pozostawię wam tu tylko stronę na blogu gry, gdzie są wypisane wszystkie linki(nie wstawiam ich tutaj, żeby boty wordpressowe nie zaśmiecały mi statystyk) do pobrania gry:

KLIK

Cóż, pozostaje mi tylko życzyć wam dobrej zabawy!

PS. Gra jest po angielsku, ale mam nadzieję, że jesteście na tyle światowi, że język Shakespeare’a znacie, co?

PPS. No, to teraz można wrócić do pisania wpisów!

Opublikowano SpaceSave, Wpisy | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

SpaceSave Devlog Specjalny – DATA PREMIERY

8 Grudnia 2017 roku

,jakby ktoś nie umiał into daty 😛

He-he. Pewnie myśleliście, że się nie uda z tą grą, co? Cóż, przekonacie się już za dwa tygodnie!

to uczucie, kiedy udało mi się zrobić grę, a mapy jeszcze żadnej…

Opublikowano SpaceSave, Wpisy | Otagowano , , , , , , | 2 Komentarze

7 lat

miała wyjść siódemka z Fat Engów, ale coś nie wyszło…

Wybaczcie za to 3-dniowe spóźnienie – byłem cholernie zajęty w te ostatnie dni.

Już 7(słownie – siedem) lat ten oto blogasek żyje sobie tutaj w internecie. Czasem powodziło mu się lepiej, czasem gorzej, ale jedno pozostaje bez zmian – wpisy wciąż się pojawiają! A ja nie mam jeszcze ochoty zamykać tej imprezy, więc… cieszmy się?

Jak zawsze – zacznijmy od statystyk:

Wyświetlenia(liczone od ostatniej rocznicy[Listopad 2016]):

Ten rok nie był jakoś szczególnie „aktywny”, ale nie był też tragiczny. Nie było ani jednego miesiąca, w którym liczba wpisów była mniejsza niż 110 wyświetleń/mieś. Biorąc pod uwagę ilość wpisów(spoiler – małą) – można to uznać za sukces.

Komentarze:

Na Zachodzie bez zmian…

Oraz, nowy nabytek, trzy najbardziej popularne wpisy w tym roku:

Miło wiedzieć, że mój wpis o Bloodborne’ie, nad którym tak lamentowałem, że nikt go nie czyta, był najpopularniejszy w tym roku. Najbardziej mnie jednak dziwi, że ludzie wciąż czytają ten, już od dawien dawna, zdezaktalizowany wpis o idlowaniu w TF2…

Cóż mogę powiedzieć – ten rok nie był szczególnie płodny we wpisy. W tej kwestii był nawet gorszy od jeszcze wcześniejszego – gdzie moja sytuacja nie była wtedy najlepsza. Ale cóż – rozpocząłem w tym roku dokańczanie mojej gry i ostatnie szlify, co zajęło mi potworną ilość czasu(moim rekordem było praktycznie 10 godzin spędzanych nad pracą  DZIENNIE przez jakieś 2 tygodnie), ale na szczęście – gra jest już bardzo bliska ukończenia. I kto wie, może w grudniu się o tym przekonacie…

Wszystko to sprawiło, że nie miałem za bardzo ani czasu ani chęci na pisanie. Co trochę szkoda, bo w tym roku, w kwestii Valve, działo się bardzo dużo… A przynajmniej w porównaniu z jakimiś trzema ostatnimi latami. Nie napisałem, na przykład, nic o Epistle 3, ani kolejnych wyciekach. Pomimo tego, wciąż udało mi się naskrobać parę wpisów o tych sprawach. Dowodem jest ten wpis o zapowiedzi Steam Direct, ten o Jungle Inferno Update w Team Fortress 2 oraz wzmianka o TEJ grze, o której wolimy nie mówić…

Tak, wiem że obiecałem wpis o Stanley Parable(wciąż zbieram siły na to), oraz retrospektywę Portala(prawdę mówiąc – nie mam kompletnie ochoty by znowu uruchomić Portala 2, w odróżnieniu od „jedynki”, którą w tym roku tradycyjnie przeszedłem), ale mam nadzieję wyrobić się przynajmniej z jednym z nich do końca 2017… No, i mam nadzieję, że będzie coś jeszcze poza tym, żeby ten rok tak nie stał sam w kącie z małą ilością wpisów…

Tak przy okazji – znowu mi się mapę zachciało robić, ale lepiej ostrożnie w tej kwestii…

Cóż, mam nadzieję, że po wydaniu mojej gry, zacznie mi się nudzić, więc w trakcie uczenia się nowego silnika, postaram się pograć w jakieś gry na Source, mody, poorientować się w njusach itd. żeby napisać dla was jeszcze kilka słów przed końcem roku. A teraz… zaczyna się kolejny „cykl” tego bloga. Oby był bardziej aktywny niż ostatni. Mam nadzieję, że wciąż pozostaniecie czytelnikami do tego czasu!

No i to tyle, widzimy się w następny-…

A czekaj, jeszcze jedna kwestia.

Otóż, podrzuciłem jednemu z czytelników/znajomych pomysł, że może zrobić by „rocznicową” rundkę MVM’a(dla tych którzy zapomnieli(nie zdziwiłbym się) – Mann Vs Machine – tryb kooperacyjny w martwej grze TF2), na wzór tej sprzed lat. Oczywiście, bilety dla uczestników będą zapewnione przez kierownika tego bloga(przynajmniej taki mam plan, ale znalazł się też inny sponsor). Jednakże, pamiętając ostatnią tego typu grę – wolałbym, żeby ludzie na tej „imprezie” rzeczywiście byli czytelnikami/osobami, które znam, zamiast losowych przyjaciół Daltona, dlatego pytam się Was – czy bylibyście zainteresowani czymś takim? Możecie odpowiedzieć na to pytanie w komentarzu, ale dam tu ankietę, żebym mógł to łatwiej sprawdzić.

No i to tyle na dziś. Jeżeli chodzi o mnie – czas rozpocząć kolejny, miejmy nadzieję, pełny sukcesów rok bloga.

<widok na statek odpływający z portu o wschodzie słońca z patetyczną muzyką disco-polo w tle>

 

 

pewnie nikt nie znalazł Binga w nagłówku…

Opublikowano Blog, Wpisy | Otagowano , , , , , , | 2 Komentarze

TF2 – Jungle Inferno

<Kliknij by wejść na stronę update’u>

Jak już może wiecie – wczoraj(chyba) Valve dało nam nowy update do naszego ukochanego Team Fortress 2!

<Śmiech z taśmy>

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobra, skończmy z tymi śmieszkowaniem – to ma być poważny wpis dla poważnej gry!

Jeden z moich steam’owych znajomych(ten od wycieków) zachęcał mnie już od długiego czasu, abym wrócił do Team Fortress 2, powołując się właśnie na ten update i na jego (czysto teoretyczną jeszcze wtedy) zajebistość. No i, po kilku(nastu) tygodniach(będących zresztą „tymi tygodniami”) – aktualizacja pojawiła się w pełnej krasie, a jako że blag leży od jakiegoś czasu(to przez grę – przysięgam[i to nawet nieironicznie!]!) – więc może coś o tym napiszę. Baczcie jednak na to, że nie będzie to mój typowy wpis typu „wrażenia”, gdyż udało mi się zagrać w nowy update tylko jakieś 15 minut na losowym serwerze społeczności(polskim, do tego). Niestety, system dobierania graczy, wprowadzony w tamtym roku wśród gromkich aplauzów społeczności, nie spełnił dla mnie zadania, gdyż po kilku minutach wyszukiwania i jednym crashu do pulpitu, nie znalazł mi żadnej gry, więc nie miałem jak zagrać w nowe mapy(a tych trochę jest) „na poważnie”. A frekwencja, na serwerze w którego grze uczestniczyłem przedstawiała się następująco:

Był to też powód dla którego nie mogę napisać swoich typowych wrażeń, więc ograniczę się do opisu zawartości ze strony aktualizacji oraz szczątkowych wrażeń z tego co udało mi się przeżyć na własnej skórze.

Zacznijmy od tego co pierwsze rzuca się w oczy, tuż po odpaleniu gry – nowe menu:

Wygląda jak Dota 2 z czasów jak grałem. Ponoć ma takie super funkcjonalności jak możliwość gry na serwerach community przy wyszukiwaniu „normalnej” gry oraz globalny czat, ale to tylko detal w oczach takich laików jak ja. Tym co jest dla mnie ważne(no dobra, może dla mnie sprzed 4-5 lat) są mapy i nowe wyposażenie. I muszę przyznać – gdyby to było te 4-5 lat temu – byłbym z tego update’u bardzo zadowolony. Ale o tym później, na razie zajmijmy się faktami.

W aktualizacji dostajemy 6 nowych map(jedna od twórców Artifact, pięć od społeczności). Udało mi się zagrać na jednej z nich(nie pamiętam nazwy[Lazarus – idioto – masz to na własnym skrinie]) i była całkiem przyjemna, chociaż nie zaliczyłbym jej do górnej półki. Jest okej i tyle. Tym co jest lepsze niż okej był styl artystyczny mapy, zgodnie z nazwą update’a – wzorowany na dżungli. Miły dla oka, dobrze wystylizowany i co najważniejsze – nie kontrastuje z resztą gry(a teraz, gdyby tą samą filozofię zastosować do czapek…). Ogólnie – kciuk w górę .

Kolejną zmianą jest nowy system kontraktów, którego zalążki widzieliśmy w Gun Mettle Update. Tym razem nasze zadania możemy sobie wybrać sami przed grą lub w czasie gry(za pomocą przedmiotu[nawet dodali dla niego specjalną animację!]). Za ich wykonanie otrzymujemy specjalne bileciki, które możemy wymieniać w sklepiku na różne drobiazgi. Nie miałem jeszcze okazji sprawdzić tego systemu osobiście, ale znajomy(ten sam) mówił, że się opłaca, więc mu wierzę. Jedną z tych nagród mają być „farby wojenne”, czyli… skiny na broń(tak, tak…). Plusem jednakże jest to, że możemy wybrać sobie przedmiot do pomalowania, którego nawet nie mamy i go otrzymać, a niektóre z tych farbek mają własności takie jak przedmioty typu „Strange” i „Unusual”.

Tym co mnie, i wielu innych, najbardziej interesuje – jest nowe uzbrojenie. I tutaj, muszę przyznać, Wafel wykonało dobrą robotę! Mamy tu nowy miotacz ognia, kanister benzyny wystrzeliwujący chmury oparów i gumową rękawicę, który dodaje bonus do szybkości po udanym plaskaczu. Największą atrakcją jest jednak… plecak odrzutowy dla Pyro. Do tego z możliwością (bolesnego)lądowania na przeciwnikach!

Jest jednak pewien problem – całe to dodane uzbrojenie jest tylko dla Pyro. I chociaż rozumiem dlaczego tak jest – w końcu to miał być nowy Pyro update – to trochę szkoda, że przynajmniej jakaś jedna nowa broń dla co najmniej dwóch innych klas nie doszła do puli. No, ale cóż – przynajmniej gracze Pyro będą mieli sporo uciechy z nowych zabawek… Och, Heavy też dostał nową pukawkę i jest to…

cusz…

Poza tym wszystkim, opisanym powyżej, do gry doszły też oczywistości, takie jak czapki, nowe drwiny i skrzynki, ale nie obchodzi mnie to. Przestało lata temu…

Podsumowując – myślę, że nowy update do TF2 jest bardzo dobry. I chociaż mój wpis o Gun Mettle też był pozytywny, myślę że tym razem, mogę to powiedzieć z pełnym zdecydowaniem. Problem polega jednak na tym, że… Team Fortress 2 jest już dla mnie(podkreślam – dla mnie) praktycznie martwe. Większość serwerów społeczności to teraz różne skiale i najtskłady, pełne bonusów typu Pay 2 Win, reklam i grania na tych samych mapach 24/h. Te, które oferują rotację map i interakcje ze społecznością(pamiętacie jeszcze, kiedy serwery tworzyły swoje własne, małe społeczności?) praktycznie już wyginęły, a matchmaking nie może wypełnić dla mnie tej pustki. Do tego – gra była praktycznie porzucona w czasach kiedy postanowiłem przestać w nią grać regularnie, co też przełożyło się na moje odczucia z nią związane. I muszę powiedzieć… ten most jest już spalony. I chociaż próbowałem wrócić wielokrotnie – nic w w tej grze już mnie nie może ponownie do siebie przekonać. I nie jestem też jedynym z graczy „starszej daty”, która podziela ten pogląd.

Ta tyrada powyżej ma pokazać, że mój rozdział z Team Fortress 2 jest już zamknięty. I chociaż możliwe, że będę jeszcze wracał(np. żeby sprawdzić tą aktualizację już chociaż pół-konkretnie oraz na Halloween Update[o ile będzie jeszcze w tym roku]), to TF2, niestety, nie będzie już czymś co będę śledził. Szkoda, ale cóż – trzeba się kiedyś ruszyć z miejsca i znaleźć sobie nową, świeższą niszę(co już zrobiłem – patrz. robienie gry)!

Czekaj – dodatek Lifeblood do EVE wychodzi? Już za trzy dni?! Odwołuję swoje poprzednie słowa – Je*ać Team Fortress!

PS. Postaram się(w końcu) napisać o tym Stanley Parable w następnym tygodniu(jak zawsze, stara reguła – Słowu Karrmela nie należy ufać)

PPS. Specjalne podziękowania dla wspomnianego wielokrotnie we wpisie znajomego(tego od TF2 i problemów z rurami)

Opublikowano Team Fortress 2, Wpisy | Otagowano , , , , , , , | 4 Komentarze

Valve zapowiedziało nową grę!

Tak!

Nareszcie!

Po tylu latach!

Oto moment na który czekali wszyscy fani Valve od czasów wydania CS:GO(uznajmy, że Dota 2 była wydana podczas zamkniętej bety)! Została ona zapowiedziana podczas tegorocznego Internationala 2017, gdzie zaprezentowano jej teaser. Gra ma być wydana w 2018 roku.

Więc, jaki nowy pomysł może mieć Valve? Czyżbyśmy dostali jakąś nową strzelankę? Może oczekiwane od lat Left 4 Dead 3? Albo, kto wie, może kolejną część znanej nam już serii(Ricochet 2). Tak, czy inaczej przygotujcie się na:

Artifact – grę karcianą Doty 2

 

Cóż…

Jak na razie nie ma wielu innych informacji, poza tym że gra zostanie wydana gdzieś w 2018 roku i…

Cóż…

Nie mogę znaleźć na to słów…

A wy?

Opublikowano Dota 2, Wpisy | Otagowano , , , , , | 1 komentarz